sobota, 22 listopada 2008

"I love the combat" - Fenix

Jak widać spadł śnieg. Całkiem ładnie to wygląda, trzeba przyznać. Oczywiście w rzeczywistości ładniej niż na załączonym zdjęciu (które w sumie nie jest takie złe). Śnieg ma też skutki uboczne - jest zimny (ale w sumie jakoś mi to dzisiaj niespecjalnie przeszkadzało) i można z niego robić śnieżki. Jak się robi śnieżki, to oczywiście można nimi rzucać. A jak się rzuca to najlepiej w coś, albo jeszcze lepiej - w kogoś. A jak w kogoś, to najlepiej w kogoś dużego, żeby było łatwo trafić. Tak też się dzisiaj stało. Niczego nie przeczuwając poszedłem na zbiórkę. Najpierw nie było nikogo, potem przyszło kilkunastu kandydatów na ministrantów i paru ministrantów. Potem doszło jeszcze kilka spóźnionych osób. Nic nie zapowiadało tego, co miało się stać potem. Po zbiórce wyszedłem na dwór, udzieliłem jeszcze odpowiedzi na parę pytań... I wtedy kandydaci odkryli, że jestem idealnym celem. Na początku nie było źle - rzucali z daleka, pojedynczo - dało się robić uniki. Ale potem uległem liczniejszemu przeciwnikowi - otoczyli mnie i rzucali wszyscy naraz. Ostatecznie udało mi się zbiec i nawet nie straciłem żadnej kończyny (chociaż zaczęli wytaczać ciężką artylerię). Przegrałem bitwę, ale jeszcze wygram wojnę. Aut vincere aut mori!

sobota, 8 listopada 2008

Polska poezja modlitewna

Ostatnio znalazłem kilka ciekawych wierszy różnych autorów. Zacytuję dwa z nich, a komentarze do nich jak ktoś będzie chciał to doda.

Prośba Bolesław Taborski
Chcę moje życie Tobą przeżyć, Boże;
Tobie je oddać, jak od Ciebie wziąłem.
Chcę, byś rozpalił we mnie Łaski zorze,
Daj piąć się ciągle wyżej, choć z mozołem.

Błagam Cię, Boże, byś zawsze był ze mną,
Lecz nie koło mnie, ale zawsze we mnie -
Był mi światłością w nocy pustkę ciemną;
Błagam Cię, Panie, i wiem - nienadaremnie!

Samotność Jan Twardowski
nie proszę Ciebie o tę samotność najprostszą
pierwszą z brzega
kiedy zostaję sam jeden jak palec
kiedy nie mam do kogo ust otworzyć
nawet strzyżyk cichnie choć mógłby mi ćwierkać przynajmniej jak pół wróbla
kiedy żaden pociąg pośpieszny nie śpieszy się do mnie
zegar przystanął żeby przy mnie nie chodzić
od zachodu słońca cienie coraz dłuższe

nie proszę Cię o tę trudniejszą
kiedy przeciskam się przez tłum
i znowu jestem pojedynczy
pośród wszystkich najdalszych bliskich

proszę Ciebie o tę prawdziwą
kiedy Ty mówisz przeze mnie
a mnie nie ma